Kolekcjonowanie inspiracji to ważny element procesu projektowego. Projektant musi (mieć wewnętrzną potrzebę) pielęgnować w sobie estetyczne postrzeganie rzeczywistości, a także magazynować wrażenia i emocje, aby móc z nich czerpać później na zawołanie.

Dlatego staram się regularnie szukać ciekawych wydarzeń kulturalnych, które pozwolą mi oderwać się od życia, wejść w fazę dziecka, które fascynuje się „znaleziskami” i cieszyć poznawaniem nowych rzeczy.


Albo mi się coś podoba, albo nie

Pamiętam kiedyś, z jaką fascynacją słuchałam, jak wykładowczyni od historii sztuki opowiadała, że przechodzą ją dreszcze na widok dzieł sztuki. Brzmiało to co najmniej dziwacznie, ale czuć w tym było jej pasję do tematu. Powiedziała wtedy ciekawą rzecz, którą zapamiętałam.

Nie ma sensu zmuszać się do tego, żeby postrzegać dzieło jako coś wielkiego i wybitnego. To, czy coś nam się podoba, czy nas porusza, jest sprawą całkowicie indywidualną.

I tak też podchodzę do sprawy. Pragmatycznie bez „nadymki”. Albo mi się coś podoba, albo mi się nie podoba. Coś każe mi zadawać więcej pytań albo drążyć temat. I to dobrze, bo moim zdaniem im więcej pasji w procesie, tym efekt końcowy jest bardziej mój. Co nie znaczy koniecznie, że moja fascynacja zostanie przeniesiona poprzez projekt na odbiorcę. Albo mu się spodoba efekt końcowy, albo nie.

Wystawa kobierców z niespodzianką

Ale wracając do tematu dywanów i czaszek byłam ostatnio na wystawie kobierców wschodnich pochodzących z prywatnego zbioru Teresy Sahakian – Polki na stałe mieszkającej w Belgii. Pomyślałam, że wzory tkane na dywanach mogą mnie natchnąć na jakiś zwariowany projekt druku albo zainspirować kolorystycznie. Traf chciał, że w dniu, w którym w końcu zdecydowałam się zajrzeć do Pałacu pod Blachą, gdzie prezentowana była wystawa, miał miejsce pokaz mody (cóż za zbieg okoliczności) projektantki, która się inspiruje wzorami pochodzących z kobierców i niestety część wystawy była niedostępna.

To, co widziałam, nie natchnęło mnie jakoś mocno. Wszystko w dość powtarzających się kolorach czerwono-bordowych, oświetlone zbyt słabym światłem, aby wyczuć niuanse kolorystyczne. Poza tym, jak to w muzeum, nie można dotykać, a ja wszystkiego bym dotykała, żeby lepiej poznać. Kilka zwróciło moją uwagę, takich bardziej spokojnych i geometrycznych.

kobierce_wschodnie

Ale tuż przy wyjściu natknęłam się na miłą Panią, która zaczęła opowiadać o całej kolekcji. Najcenniejszym eksponatem okazał się kobierzec smoczy z XVIII w., który uznaje się na wzór, z którego czerpano pomysły do wymyślania wzorów na kolejnych kobiercach. Ale mnie osobiście zaciekawiła opowieść o „złym” dywanie.

 

Moje ulubione czaszki

Okazało się, że jednym z eksponatów był dywan przedstawiający czaszki, ogień, symbole nawiązujące do diabła. Muszę przyznać, że mam lekką fascynację symbolami śmierci, więc bardzo mnie ta historia zainteresowała. Zaczęłam się zastanawiać, po co wytkano taki dywan? Jakie było jego przeznaczenie? Jako prezent dla nieprzyjaciół? Jako narzędzie do opowieści o złych duchach? Aby przesłać negatywne myśli? Jako narzędzie służące do kultu?

motyw czaszki

Szukałam intensywnie i napisałam nawet do eksperta-kolekcjonera z pytaniem, czy już się zetknął z takim motywem, ale niestety na razie pytanie to pozostaje otwarte.


Jak widzisz, zupełnie niespodziewanie natknęłam się na coś, co ściągnęło moje zainteresowanie i emocje dużo bardziej, niż wystawa jako całość. Nawet geometryczne, stare dywany mogą zaskoczyć swoją opowieścią. Po prostu otwórz się na to, co Cię dziś zainspiruje.

Informacje o wystawie:

W stronę Mekki. Kobierce modlitewne ze zbiorów Fundacji Teresy Sahakian
28 października 2015 r. – 30 października 2016 r.
Pałac Pod Blachą, plac Zamkowy 2